Najnowsze wpisy »

Karkołomna decyzja.

Zanim podejmiesz ważną dla siebie decyzję, warto by solidnie się  się nad tym zastanowić, gdyż może ona decydować o Twoim być albo nie być, o Twoim życiu, które jest dla Ciebie niebywałym darem.

Nigdy nie jest tak, że człowiek jest tylko sam, że jest samowystarczalny, że nikt inny nie jest mu potrzebny, gdyż całe Twoje dotychczasowe życie, to przeróżne powiązania z innymi ludźmi, od których bardzo często zależysz.

Jeżeli nagle staniesz wobec jakiegoś problemu, który może Cię przerażać a nawet przerastać, jednym ze sposobu by sobie z nim poradzić jest rozmowa. Ucieczka od tego niczego nie zmieni, wręcz przeciwnie, utrudni i to bardzo jego rozwiązanie, a przecież nie o to Ci chodzi. Rozmowa to cudowny balsam dla ducha, to jedyna okazja wyrzucenia z siebie tego wszystkiego, co gnębi, co ukazuje nie najciekawsze wizje, co uniemożliwia znalezienia najlepszego dla siebie rozwiązania.

Ucieczka od ludzi w samotność w celu rozwiązania swojego problemu, jest z Twojej strony wielką naiwnością, jest błędem za który niebawem srogo zapłacisz, gdyż dać sobie z nią radę potrafią nieliczni, a i tak świadomie i celowo w nią nie wchodzą, wiedząc jak bardzo jest niebezpieczna.

Problem, jaki nagle się pojawia jest do rozwiązania, pod warunkiem, że z kimś się z nim podzielisz, że nie   będziesz jedynie oczekiwać, że inni się domyślą, co Cię gnębi.

Idąc w nieznane, w nieustającym  potoku przeróżnych negatywnych myśli, zdany wyłącznie na siebie, jesteś niebywale słaby, skazany na najlżejszy podmuch, który w każdej chwili może Cię powalić a nawet zniszczyć. Bo oto idziesz ścieżką, która z każdym Twoim krokiem zwęża się tak bardzo, że już nie możesz się na niej obrócić, a za chwilę nie będziesz mógł wykonać na niej żadnego ruchu. Staniesz nagle nad przepaścią nie mając żadnych możliwości odwrotu. Jedyne, co Ci pozostanie to runąć w nią, zgodnie z Twoim wyborem, z Twoją wolą, której nawet Pan Bóg nie może Ci odebrać.

Tak właśnie kończy się podejmowanie karkołomnych decyzji wyłącznie pod wpływem emocji, gdy człowiekowi wydaje się, że może nad wszystkim zapanować, że w pojedynkę może przeciwstawić się wszelkim problemom.

Nigdy, pod żadnym pozorem nie uciekaj od ludzi, pośród których zawsze są tacy, którzy zechcą Ci pomóc.

Z OSTATNIEJ CHWILI.

Dzisiaj rano dowiedziałem się, że moja Maria nie żyje. Odebrała sobie życie rzucając się pod pociąg w Poznaniu, relacji Przemyśl Szczecin.

Nic dodać nic ująć. Jedyne, co w tej chwili mogę, to wybaczyć jej tę decyzję, życząc by spoczywała w pokoju i spokoju.

Rozwój duchowy.

Rozwój duchowy to tak naprawdę rozwój osobisty i nie jest to żadna sztuka, coś , co nazywa się niesłusznie wiedzą tajemną, gdyż rozwój ten, to tylko i wyłącznie poznawanie siebie, doskonalenie poznanych prawd o sobie czy też lepsze zrozumienie otaczającego nas wszechświata.

To, czy to poznanie będzie właściwe, czy dostarczy nam tego, czego szukamy i oczekujemy, zależy od naszego nastawienia a tym samym i od naszych oczekiwań. Warto więc skupić się wyłącznie na sobie, bo przecież siebie znamy najlepiej, siebie nie oszukamy bo myśli, chociaż głęboko ukryte przed innymi, nam zawsze są znane.

Ostatnio zastanawiam się co raz częściej nad znaczeniem ŚMIERCI, która to od początku powstania ŻYCIA, bezustannie mu towarzyszy, będąc z nim nierozerwalnie złączona.

ŚMIERĆ dla większości znaczy koniec, może więc i dlatego tak jej się boimy, jest dla nas czymś najgorszym, dlatego staramy się ją oszukać czy też przed nią uciec. wiedząc, że uciec przed nią nie można warto poszukać w niej ukrytego znaczenia, choć by na przykładzie otaczającego bas wszechświata, w którym wszystko jest w nieustającym ruchu, gdzie bezustannie jedno niszczy drugie, przyczyniając się w ten sposób do powstawania nowego.

ŚMIERĆ naszego ciała jest właśnie początkiem nowego, bo ŻYCIE nigdy nie może podlegać zniszczeniu, jest nieustającym procesem zmierzającym do lepszego, eliminującym wszystko to, co okazało się niedoskonałe. Tak właśnie wygląda ewolucja, eliminuje złe, nie sprawdzone, dopuszczając tylko to, co doskonałe.

Przyglądając się uważnie samemu sobie, wszystkiemu temu, co każdej chwili mi towarzyszy, widzę bardzo wyraźnie swoje wady i zalety, wszystko to, co często chciałbym wyrzucić daleko za siebie, co oczywiście się nie uda, gdyż jest to nierozerwalna moja część. Jedyne, co mogę, co powinienem zrobić, to zaakceptować swoje ułomności, starając się je poprawić. Zawsze istniej szansa na polepszenie, a ta zależy w największym stopniu ode mnie.

Idąc przez ŻYCIE spokojnie, w pokorze, często w zadumie, dokonuję rzeczy najważniejszej, akceptuję to KIM JESTEM I JAKIM JESTEM, nie trwoniąc niepotrzebnie energii na walkę z wiatrakami. Nawet jeżeli inni postrzegają mnie jako wrak ludzkiego ciała, widząc w nim coś słabego, liczy się to, co ja czuję, tylko to ile mogę dokonać jak i to, co w danej chwili dokonuję. Jeżeli resztkami sił wykonam konkretną robotę np. w moim domu, to jest to niepodważalne świadectwo moich możliwości, dowód na ukryte w każdym człowieku siły, wznoszące na wyżyny.

05.07.2011

Remont domu powoli posuwa się na przód. Teraz najważniejsze to zabezpieczyć resztę dachu, co wymaga jeszcze trochę pracy. W międzyczasie muszę usuwać skutki pożaru, bo sadza z plastików jest dosłownie wszędzie, a na dodatek ten smród daje się mocne we znaki.

Oby tylko starczyło sił, oby zdrowie nie nawaliło. Wszystko inne na pewno zostanie pozytywnie załatwione, a jak ważne jest takie nastawienie, wie każdy, kto choć raz doświadczył zbawiennych jego skutków.

Przeciwności są zawsze, w końcu jest to samo życie, a te nie stoi w miejscu, bezustannie prze do przodu nie bacząc na to, co w danej chwili się wydarza. Cała rzecz w tym, żeby się nie poddawać, żeby odganiać złe i natrętne myśli, bo kiedy im się pozwoli na rządzenie, skutki mogą być tylko opłakane.

Póki żyję wszystko przede mną, wszystko może się wydarzyć, także to, czego tak bardzo pragnę, o ile oczywiście uzbroję się w cierpliwość i nie będę wymuszać przyszłych zdarzeń.

19.07.2011

Tak, życie to jedna wielka niewiadoma, nigdy nie wiadomo, co się zdarzy, dlatego planowanie nie zawsze przynosi efekty.

11 lipca, o godz. 4.30 dostałem tak potwornego  ataku bólu, że wezwałem pogotowie ratunkowe i po chwili byłem już w szpitalu, w którym przeleżałem tydzień. Stwierdzono, że jest to jakiś problem z trzustką, co dziwi mnie tym bardziej, że dotychczas żadnych z nią problemów nie miałem.

Cóż, nie pozostaje nic innego, jak iść do przodu zmieniając nawyki żywieniowe i pilnując diety, która jest tu kluczowa. Od wczoraj jestem już w domu, więc mogę spokojnie zabrać się za robotę, bez paniki, bez zbędnego wariowania, byle tylko iść do przodu z wiarą, że i dla mnie nadejdą znowu bardzo dobre czasy.

Czy to już dno?

Cały mijający tydzień, to bezustanne kłopoty, jakby bez nich życie nic nie było warte. Czasami odnoszę wrażenie, że Bóg, o ile oczywiście istnieje, ma jakąś cholerną przyjemność w zadawaniu cierpień.

To, co wydarzyło się wczorajszego dnia, 1 lipca 2011, dopełniło puchar goryczy, a jej smak na pewno długo jeszcze będę czuć. Bo po co pożar w domu, w którym dopiero co naprawiłem jedną część dachu, w którym dokonał on kolejnych zniszczeń, stawiając mnie w bardzo trudnej sytuacji?

Boże, czy satysfakcjonuje Cię to wystarczająco? A może masz w zanadrzu kolejne tragiczne wydarzenia?

Daj sobie spokój z tym gnębieniem, bo nie zmienię swojej wcześniejszej decyzji, nawet gdybym tego chciał, gdyż nie mam się gdzie podziać. Tutaj jest moje miejsce i tutaj pozostanę.

Spotkało mnie nieszczęście, lecz jest w nim i miejsce na radość, gdyż moja ukochana suczka Felcia nie zginęła, choć musiała przechodzić podczas pożaru wiele katuszy. Czarny dym wydobywający się z palących się plastików, ciężka, trudna do usunięcia sadza na pewno była sporym dla niej utrudnieniem, lecz jakoś ocalała, w czym duża zasługa sąsiada Ryszarda, który niemal w ostatniej chwili zauważył pożar i przystąpił do jego gaszenia.

Wielkie mu za to dzięki.

Życie toczy się nadal, nie może się nawet na chwilę zatrzymać, więc pozostało mi tylko się z nim zmagać, by do zbliżającej się zimy być jak najlepiej przygotowanym.

Samotność.

Na jej temat powiedziano już chyba wszystko. I można by przejść obok tego tematu obojętnie, gdyby nie fakt, że wciąż zbiera ona obfite żniwo i to pod przeróżnymi postaciami.


Jak sama nazwa mówi, samotność występuje wówczas, gdy z jakichś powodów człowiek pozostanie sam. Można odróżnić, co najmniej dwa rodzaje samotności. Samotność fizyczną i psychiczną, i chociaż obie są groźne, nieporównywalnie gorszą jest ta psychiczna, niszcząca od wewnątrz system nerwowy i bardzo wpływająca na stan psychiczny. Wszyscy boją się samotności, i słusznie, uważając ją za coś strasznego, jakże jednak wielu nie chce zdawać sobie sprawy z tego, że sami swoim postępowaniem wpędzają drugiego w stan, którego sami panicznie się boją.

Ponieważ w chwili obecnej w takiej sytuacji się znalazłem, i wcale nie tylko ze swego powodu, a jest to samotność stu procentowa, to znaczy że nieraz przez wiele dni nikogo nie widzę, z nikim nie rozmawiam, a na dodatek cały czas jestem trzeźwy i świadomy istniejących zagrożeń. Ktoś, kto lubi sobie wypić, w takiej sytuacji ma szczególną motywację, nie musi nawet szukać okazji, bo ta cały czas jest. Znalezienie kompana nie stanowi żadnego problemu, jest pijących tak dużo, że wystarczy tylko kiwnąć palcem i już są. A kompan w samotności jest niezbędny, można się wyżalić, można wspominać, przeklinać, można dosłownie wszystko, tylko, że problem nie zostaje rozwiązany, wręcz przeciwnie, zepchnięty jest niby do zapomnienia, lecz stamtąd będzie bezustannie powracać. Wódka nie jest żadnym rozwiązaniem, choć dla wielu jedynym sposobem. Zawsze szuka się takiego rozwiązania, które jest najprostsze, a które jest na dodatek zawsze pod ręką.

Wielu ludzi stoczyło się na dno tylko z tego powodu, bo topiąc robaka w alkoholu, ani się spostrzegli, że zostali nałogowymi alkoholikami. Inni zamykają się w sobie, chcąc w ten sposób ukryć swój olbrzymi problem. Nie wiedzą jednak, że wybrali najgorsze rozwiązanie, bo zamykanie problemu w swoim wnętrzu musi doprowadzić w końcu do wybuchu. A wybuch przybiera rozmaite formy, wzbudza agresję, zemstę, nienawiść, a także prowadzi do różnych chorób psychicznych. Ludzi samotnych z każdym rokiem przybywa, i w końcu stanie się to problemem społecznym, z którym nie poradzą sobie poradnie zdrowia psychicznego. >br>
Czy można to jakoś rozwiązać? Istnieją różne możliwości, są przecież biura matrymonialne, różne agencje, nawet kawiarnie, a obecnie wiele możliwości daje także internet. Wszystko to jednak jest tylko zastępcze, bo dla samotnego, który ma za sobą najczęściej smutne do-świadczenia, najbardziej liczy się to, żeby ich w przyszłości uniknąć. Nikt nie chce ponownie przechodzić to samo, zresztą każde kolejne doświadczenie niesie ze sobą ryzyko tragicznego końca. Jako bardzo samotny, po wielu już doświadczeniach wiem, co czyni strach przed ponownym doświadczeniem, jak potrafi paraliżować nawet najodważniejszych. Są pewnie kluby samotnych serc, nie wiem jednak jak działają, bo nie widzę jakoś ich reklam.

Na razie muszę z tym problemem uporać się sam, bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Jest to bardzo trudne przedsięwzięcie, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy wyjdzie się z tego bez uszczerbku. Pierwsze czego nie wolno robić, to celowo i świadomie uciekać od ludzi, zamykać się w swojej klatce, gdyż w każdej chwili drzwi do niej, mogą się zatrzasnąć i nie będzie już możliwości wyjścia. Dlatego za każdą cenę należy szukać jakiejś bratniej duszy, a takie na pewno istnieją i to gdzieś w pobliżu. Nie skazuj nigdy nikogo z góry, gdyż pozory bardzo często mylą, często też my sami nie potrafimy ocenić drugiego, gdyż polegamy wy-łącznie na zmysłach, i bardzo często także na opiniach innych. Jeżeli jest ktoś z kim dobrze się rozmawia, do kogo czuje się choćby odrobinę sympatii, to najlepszy to znak, że podświadomość czy też umysł wewnętrzny ją akceptuje, a to ma olbrzymie znaczenie.

A pamiętać należy, że to właśnie rozmowa tak bardzo leczy nasze wnętrze, w końcu po coś mamy język i mowę. Lecz musi to być rozmowa szczera, a z tą bardzo różnie bywa, stąd konieczność ograniczonego zaufania. W relacjach międzyludzkich bardzo ważne, a może nawet najważniejsze jest zaufanie do drugiej osoby. Nigdy, pod żadnym pozorem nie ufaj komukolwiek bezgranicznie, bo to najczęściej jest przyczyną samotności, tej niechcianej, tej podarowanej przez drugą osobę. Zawsze bądź nieufny, zawsze sprawdzaj jej uczciwość słuchając tego, co mówi i patrząc na to, co i jak robi.

Lecz słuchaj także siebie, swojej podświadomości, myśli, które nagle się pojawią, tego wszystkiego, co z twojego wnętrza bezustannie płynie. I nie jest to tak, że jest to niezauważalne, tylko ty możesz to zignorować, ufając bardziej komuś niż sobie. Gdy znajdziesz się już w samotności nie szukaj ratunku w zemście, gdyż ta nigdy ci nie pomoże, wręcz przeciwnie, wpędzi w jeszcze gorsze tarapaty. Jeżeli pojawiają się wspomnienia, co szczególnie w początkowym okresie ma miejsce, szukaj w nich wyłącznie swoich czynów, gdyż pojawiają się właśnie po to, żebyś mógł je w przyszłości wyeliminować. To jest możliwe tylko wtedy, gdy skupisz swoją uwagę tylko na sobie, ignorując osobę stojącą gdzieś w pobliżu. Nie ważne, że była ci bliska, ważne, że jej przy tobie już nie ma, jest przeszłością, dla ciebie martwą, i tylko tak to traktuj.

Wiem i to bardzo dobrze jak trudno jest zapomnieć. Sam przez ponad dwa miesiące z tym walczę, lecz udaje mi się dość dobrze nie widzieć jej we wspomnieniach, co uważam za spore osiągnięcie. Najgorsze są chwile, gdy musi się być tylko samemu ze sobą, gdy wokół „ogłuszająca” cisza, gdy nagle pojawia się przepaść nie do przebycia, a ja nie bardzo wiem, co z sobą zrobić. Telewizja, radio, nawet czytanie nie są w stanie tej przepaści zniwelować, bo wszystko zatraciło sens, gdzieś ulotnił się cel, i tylko powracające jak bumerang myśli, tak często smutne, że gotowe są zabić. Nie ma cudownego środka, bo każdy człowiek jest inny, innego rodzaju ma doświadczenia, inne zamiłowania, inaczej znosi, nawet emocje są inne.

Ja ciszę zastępuję pisaniem, wtedy palce są językiem, a papier czy komputer uważnym słuchaczem. Piszę wtedy, co mi na myśl przyjdzie, gdyż jest to sposób na wyrzucenie z siebie tego wszystkiego, co wewnątrz po prostu gnije. Wiele razy już ten sposób mnie uratował. Bo można na krótko siebie oszukać, jest to jednak tylko półśrodek, nie gwarantuje niczego, więc o wiele lepiej powiedzieć sobie samemu prawdę, niż udawać coś, czego nie ma. No i to przeklęte czekanie, mające początek w ukrytych nadziejach. Jest to spory problem, szczególnie, gdy tak wiele się ukrywa w myślach. Wiem, że zabijanie nadziei dla wielu oznacza koniec. Jednakże szczerze mówiąc w samotności nie może być dla niej miejsca, gdyż to ona właśnie jest tym cichym zabójcą wbijającym nóż w plecy i serce. Jest to wróg ukryty, przebrany w doskonałą maskę, potrafiący oszukać każdego.

Gdy z jakichś powodów odeszła ukochana dotąd osoba, praktycznie nie ma szans na jej powrót, gdyż uczyniła to świadomie, a nie znając jej myśli nie można niczego przewidzieć. Dlatego o wiele lepiej niczego w takich sytuacjach nie zakładać i niczego nie oczekiwać. Niczego nie rób, po prostu czekaj.

W ten sposób osiągniesz o wiele więcej. Nie przeszkadzasz w ten sposób temu, co ma się zdarzyć, a to zawsze zdarza się w najodpowiedniejszej chwili dla ciebie. Początkowo uświadomienie sobie, że nie można niczego zrobić, wywołuje szok. Bo jak można czekać, skoro całe dotychczasowe życie, to jedynie wybieganie w przyszłość. Zwróć jednak uwagę na to, ile z tych dotychczasowych działań wybiegających w przyszłość przyniosło dobry dla ciebie skutek. Na pewno nie wiele. A dostrzec to możesz poprzez wykorzystanie wspomnień ze zwróceniem uwagi tylko na swoje czyny, o czym wcześniej już wspominałem. To można w zasadzie tylko w samotności, wtedy, gdy wspomnienia są silne, niemal takie same jak przeszłe zdarzenia. Masz więc w rękach przydatne narzędzie, tylko z niego skorzystaj.

Samotność to bezustanna walka rozgrywająca się wewnątrz, w głowie, a główny prym wiodą myśli. Tam więc należy szukać rozwiązania, co stanowi trudność, gdyż tak niewiele wie się na temat siebie. Spokój przyjść może tylko z wewnątrz, stąd konieczność uspokojenia myśli i wszystkiego, co z nimi jest związane.

Ja osiągnąłem to w bardzo prosty sposób. Czy może on pomóc innym? Nie wiem, wiem tylko, że warto spróbować, że tylko poprzez próby można wypracować swój własny sposób uspokojenia. Umysł cały czas jest zajęty wyszukiwaniem wspomnień. Często wystarczy mała rzecz, a natychmiast uruchamiany jest proces projekcji wyobrażeń, potęgujący wzrost emocji.

Siadam wygodnie w swoim ulubionym miejscu. Kilka głębokich wdechów, następnie spokojnych wydechów, powoli zamykam oczy. Staram się myśli, wyobrażenia i wszystko, co związane ze światem zewnętrznym, pozostawić na zewnątrz. Mając zamknięte oczy, patrzę przed siebie. I wtedy uświadamiam sobie, że nie widzę niczego, że nie ma tam nikogo. W myślach powtarzam kilka razy; nie ma niczego i nie ma nikogo. Tu jest tylko pustka.

Na początek wystarczy. Chodzi tylko o to, żeby oswoić się z tym nowym wrażeniem, gdyż dotychczas nie zwracało się na ten fakt żadnej uwagi. Pustka, choć początkowo może wydawać się przerażająca, tak naprawdę jest dla każdego cudownym remedium na stresy, na różnego rodzaju trudne sytuacje, gdyż właśnie w tej pustce można doskonale się relaksować, odprężać a nawet wsłuchiwać w swój wewnętrzny głos, płynący cały czas do nas. Ta wewnętrzna pustka jest naszym największym sprzymierzeńcem, ważne jednak by uważać ją za nierozłączny element nas, jako całości, a nie za wroga.

Po kilku, kilkunastu seansach, można stopniowo wydłużać czas trwania, podając sobie autosugestie. Np. takie: Nie ma nikogo i niczego, nic mi nie zagraża. Jestem bezpieczny i spokojny. Wszystko zewnętrzne na zewnątrz pozostało, tutaj jestem tylko ja, bez żadnych problemów, spokojny i odprężony. Tu i teraz jest pustka a w niej ja, bezpieczny i jakże spokojny. Cały czas zwracam uwagę na to, żeby odsunąć na bok wyobrażenia, żeby autentycznie zewnętrzne na zewnątrz pozostało. Pomaga w tym bardzo to skupianie się na pustce, czasami wystarcza kilka sekund i już zewnętrzne odpływa pozostawiając mnie w spokoju.

Samotność nie musi oznaczać najgorszego, bo jest w niej coś także zbawiennego, o czym przekonał się każdy, kto niejednokrotnie z niej korzysta dla spokoju, czy jak to się mówi, dla relaksu. Tylko że wtedy robi się to celowo, jest to zamierzone działanie mające na celu ucieczkę od hałaśliwego świata tak często doprowadzającego do złego samopoczucia. Jeżeli więc pomaga w takim przypadku, to pomagać powinna i w innych, rzecz tylko w tym, żeby mieć ją cały czas pod kontrolą.

Jedyne co mogę poradzić samotnemu, to zwrócenie szczególnej uwagi na siebie samego, gdyż najwięcej od niego właśnie zależy, a liczenie, że ktoś z zewnątrz mi pomoże może przynieść kolejne rozczarowanie, pogłębiając i tak nie najlepszą już sytuację.

Jeżeli znajdziesz się w niechcianej samotności, wtedy gdy przepełniać cię będzie wściekłość i inne negatywne emocje, szukaj dla siebie najlepszego przyjaciela, a tym tylko ty jesteś, no i czasami dla zmiany szarej codzienności, poszukaj takiej duszy, która wysłucha tego, co masz jej do powiedzenia.

Twoja samotność jest następstwem zdarzeń, zapisanych dla ciebie w umyśle wszechświata, i to, co ma się zdarzyć, zdarzyć się musi, bez względu na to, czy ci się to podoba czy nie. Nie wszystko co czyni twój świadomy umysł jest właściwe, bardzo często popełniasz błędy na swoje życzenie, ignorując wcześniejsze ostrzeżenia w przekonaniu że jesteś najmądrzejszy, że wiesz co czynisz, a nawet z prostego lekce-ważenia. Warto cały czas być świadomym zagrożeń, bo to czyni cię ostrożniejszym, zwraca twoją uwagę na wszystko, co z wnętrza płynie, nie przeszkadzając zarazem w codziennym życiu, w wypełnianiu swoich obowiązków.

Czy warto?

Często zadajemy sobie to pytanie, szczególnie w sytuacjach wątpliwych czy niejasnych i za każdym razem odpowiedź nie jest ani jednoznaczna, ani tym bardziej prosta.

Bo, czy warto ryzykować w sytuacji, gdy życie mamy jakoś unormowane? Czy warto ponosić ryzyko, gdy nie ma się pewności, że zaplanowany cel zostanie osiągnięty? Czy warto w ogóle  czynić cokolwiek?

Życie bezustannie pisze swoje scenariusze nie licząc się z nami, bo najwyraźniej ma jakieś swoje cele, o których oczywiście nic nam nie jest wiadome. A jednak jest w tym jakaś magia, coś, co nie pozwala przejść obok obojętnie, szczególnie wówczas, gdy pojawia się nagle jakaś wizja, nawet jeżeli jest nie z tej ziemi. Bo kto wie czy właśnie w niej nie jest dla nas jakaś szansa. Może się przecież zdarzyć, że pomysł taki po prostu się uda, że wbrew wcześniejszemu negatywnemu nastawieniu, wszystko pójdzie jak z płatka.

Jeszcze w połowie maja mieszkałem w Szczecinie, a teraz, pod koniec czerwca mieszkam już na dobre na swoim, w domu co prawda mocno zniszczonym, wymagającym ogromu pracy, lecz zawsze swoim, z którego nie tak prędko ktoś mnie wygoni.

I znowu, stare porzekadło ” Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” okazuje się niezwykle trafnym. Nawet jeżeli teraz, nie wszystko wychodzi jakby się tego chciało, na pewno z czasem wszystko zacznie się zazębiać, przynosząc wymierne efekty.

Zawsze należy pamiętać o jednym, : zawsze liczyć można tylko na siebie. Jeżeli nie chcesz przeżywać zawodu czy rozczarowania, warto te maksymę wziąć sobie do serca i wyryć w swoim umyśle.

Warto, naprawdę warto robić wszystko, byle swój byt poprawić!

 

 

 

 

 

Wyjaśnienie!

Dlaczego blog mój jest pusty?

Usunąłem na razie wszystkie wpisy mając dość bierności i bezczynności innych, w tym przede wszystkim tych, którzy rzekomo pragną coś dla siebie zmienić, zapominając, że bez działań z ich strony, żadnych zmian nie będzie.

Te puste strony nie oznaczają, że się poddałem, że nagle zmieniło się moje postrzeganie świata czy też problemów z którymi na co dzień musi borykać się człowiek.

Nic z tych rzeczy!

Nie da się zmienić swojej natury ot tak, na zawołanie.

Na razie postanowiłem poczekać, bo nie mogę wykluczyć, że tak jak w Egipcie, społeczeństwo w końcu przejrzy na swe oczy i zacznie postrzegać rzeczywistość taką jaką jest, a nie tak jak by chcieli żeby wyglądała.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.